
Maturzyści aż z trzech diecezji: koszalińsko-kołobrzeskiej, sandomierskiej i arch. szczecińsko-kamieńskiej rozpoznawali dziś na Jasnej Górze, że „Bóg zawsze jest po ich stronie i wskazuje najwłaściwszy kierunek”. W sumie około 3 tysięcy młodych we wspólnocie przeżywa czas duchowego wzmocnienia przed życiowymi wyborami.
„W dobrym kierunku”
- Postawić dom i założyć RODZINĘ, nic więcej nie trzeba. Posiadanie dzieci jest darem od Boga i czymś wspaniałym - mówią maturzyści z diec. koszalińsko-kołobrzeskiej. Przyjechało prawie pól tysiąca uczniów. Modli się z nimi biskup diecezjalny Krzysztof Zadarko. W homilii wskazał młodym, że najważniejszym głosem, który pomoże im zachować właściwy kierunek, nie pogubić się w mnogości propozycji pluralistycznego świata jest głos sumienia. - Tak bardzo potrzebujemy dzisiaj tego głosu, żeby nie zgubić drogi. A w tych wyborach, nie tylko zawodu, przyszłości naukowej czy zawodowej, jest niezwykle ważne, aby pójść za Jezusem Chrystusem – powiedział bp Zadarko. Przywołał sportowców jak Kamil Stoch, Dawid Kubacki i Kacper Tomasiak, którzy na oczach milionów nie wstydzili się swojej wiary, czyniąc znak krzyża.
Z I Liceum Ogólnokształcącego im. Księżnej Elżbiety w Szczecinku przyjechali: Marcin, Kuba, Hania, Marysia, Michał, Weronika. Młodzi chodzą do różnych klas na różne kierunki; od humanistycznej, przez medyczne, po inżynierskie. Zapytani o swoje marzenia i plany na przyszłość mówili jednak o podobnych pragnieniach – chcą w przyszłości zakładać rodziny. Dzieci traktują jako „dar Boży i coś wspaniałego”. Łączenie życia rodzinnego z zawodowym postrzegają jako wymagające, ale możliwe do osiągnięcia, a na swoje cele związane z rozwojem zawodowym i osobistym chcą patrzeć "i z rozumem i z sercem".
- Młodzi ludzie dzisiaj szukają swojej tożsamości i błądzą w tym, a Bóg i wartości, które przekazuje nam Pismo Święte są cudowne i są drogowskazem na życie, które prowadzi do szczęścia – powiedziała Weronika.
Ks. Wojciech Pawlak, diecezjalny duszpasterz młodzieży diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, przyznał, że dzisiejszy świat stawia wyzwanie przed młodymi polegające na łączeniu dziedzictwa, które wynoszą z domu ze światem, zwłaszcza wirtualnym. Kapłan podkreślił, że często te wartości nie idą w parze, a czasem nawet są ze sobą sprzeczne. Wyraził jednak nadzieję, że młodzi, którzy dzisiaj tu przyjechali są poszukiwaczami swojej drogi, a skoro zdecydowali się na wyjazd na Jasną Górę, otwierają się na Bożą pomoc i opiekę Matki Bożej. -To pozwoli im zachować „właściwy kierunek” - powiedział.
Prelekcję dla maturzystów wygłosiło małżeństwo Anna i Dawid Szarwargowie. Jako rodzice czwórki dzieci, wraz z całą rodziny zdecydowali się wyjechać na misje do Ameryki Południowej. Jak podkreślali, ich głównym celem, zarówno podczas misji, jaki i dzisiaj, jest świadczyć, że rodzina jest „integralną i wspaniałą jednostką Kościoła”. Małżeństwo podkreśliło, że dzieci nie były przeszkodą podczas misji, wręcz przeciwnie, właściwie ich obecność stawała się świadectwem dla mieszkańców Boliwii, gdzie przebywali przez dziewięć miesięcy.
Różne drogi – jeden cel
Młodzież z diec. sandomierskiej pielgrzymkę rozpoczęła od drogi krzyżowej na Wałach. To już zwyczaj, że sandomierscy uczniowie przyjeżdżają w Wielkim Poście. Tuż przed rozpoczęciem nabożeństwa, jeszcze bieg niektórych chłopców do Kaplicy Pokutnej - „dawaj do spowiedzi” - można było usłyszeć zachętę do kolegi. Krzyż od stacji do stacji nieśli przedstawiciele różnych szkół, a także ich katecheci.
Ks. Grzegorz Słodkowski, rzecznik diecezji, ale i katecheta, wyjaśnia, że pielgrzymka jest organizowana w czasie Wielkiego Postu, by stała się dla młodych również okazją wejścia w tajemnicę Paschy Jezusa – śmierci i zmartwychwstania. - Też Częstochowa, Jasna Góra kojarzy nam się z naszą tożsamością, z polskością, zawsze tutaj na myśl przychodzą sprawy Ojczyzny, więc i też nasza modlitwa za Ojczyznę, aby była wierna Krzyżowi, wierna Ewangelii, aby pozostała też wierna Kościołowi.
Z diec. sandomierskiej odnotowano ponad 2,5 tys. uczniów i około 300 towarzyszącym im katechetów i wychowawców.
Paweł Cwynar dziś jest wolnym i szczęśliwym człowiekiem, ewangelizuje, pisze książki, należy do Zakonu Rycerzy Jana Pawła II, gdzie zajmuje się sprawami ludzi wykluczonych. Za nim gangsterska przeszłość. Jako nastolatek kochał sport, czwórboj był jego pasją, odnosił sukcesy. Nie był trenowany przez profesjonalnego trenera, ale przez nauczyciela WF-u. Jak stwierdził „ojciec widział w nim sportowca, nie syna”. Gdy trafił do technikum, nikt nie zainteresował się jego sportową pasją. W jego życiu pojawiła się pustka, którą szybko zapełnił „złym towarzystwem”. Odstawił na bok katolickie zasady wyniesione z domu, a w przestępczym świecie zaczął realizować swoje pomysły na życie. Trafił do więzienia na 15 lat. - Bóg w swoim Miłosierdziu przyszedł do mnie w celi izolacyjnej, w której spędziłem rok – opowiadał. Uważa, że jego nawrócenie wymodliła też mama, która, gdy znalazł się w poprawczaku, chwyciła za różaniec, bo „człowiek jest najmocniejszy wtedy, kiedy klęczy przed Bogiem”. - Serce się raduje, że aż tak wielu młodych ludzi tutaj przyjechało. Dlatego postaram się dać siebie wszystko, żeby przez to, mówię, przez to jak żyję, pokazać im, że można inaczej, że warto inaczej. Jeden z księży mi powiedział, że wielu z tych młodych nie do końca uczestniczy w życiu Kościoła, nie chodzą na religię, ale tutaj przyjechali. Uważam, że to jest duże dla mnie wyzwanie, by spróbować im Pana Boga przybliżyć – powiedział Cwynar.
Piotr i Przemek z Technikum Samochodowego w Staszowie po raz pierwszy przyjechali na Jasną Górę. Michał po raz drugi. Ich klasa odnotowała dziś 100% pielgrzymkowej frekwencji. Chłopcy mówią, że jest tak też na katechezie. Wszyscy zdali też egzaminy zawodowe. Przyznają, że skoro są osobami wierzącymi i praktykującymi, to oczywiste, że na lekcje religii czas się znajdzie i na pielgrzymkę też. – Rodzina, stabilna praca zawodowa, sukcesy sportowe – to ich plany na przyszłość.
Po południu przyjedzie młodzież, która ma wiele kilometrów do pokonania, to maturzyści z Pomorza Zachodniego. Ich pielgrzymka zakończy się przed północą.
Maria Kopacka – Fornal, Mirosława Szymusik