
Choć asfalt topił im się pod nogami, to nie tylko pielgrzymkę „przechodzili”, ale dziś u celu radość odtańczyli. Ponad 1,5 tys. pątników 46. Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej dotarło na Jasnej Górę. Jak podkreśla główny kierownik ks. Tomasz Płukarski, ze względu na ekstremalne upały, pielgrzymka była trudna, ale ponad wszystko zachwycała gościnność i życzliwość ludzi, którzy pątnikom udzielali wszelkiej pomocy.
„Bóg działa przez ludzi”
- Takie pielgrzymowanie, które wydaje się, że nasze ludzkie granice przekraczało – podsumowywano. A to ze względu na wysokie temperatury, szczególnie przez pierwsze trzy dni pielgrzymki. A i dziś na wejściu słońca nie brakowało.
Po drodze były wodne kurtyny dzięki trosce strażaków z OSP, było polewane zimną wodą z ogrodowych węży. - Ja tę trasę znam; miejscowości, które mijamy, gospodarzy, sołtysów… To moja 31. pielgrzymka, ale w tym roku ta gościnność była niesamowita, nawet w tych miejscowościach, które do tej pory aż takiej pomocy nie udzielały pątnikom, wszędzie była woda dla pielgrzymów. Bóg działał przez ludzi – z wdzięcznością mówił ks. Płukarski.
Także nad bezpieczeństwem pielgrzymów czuwała cała armia aniołów stróżów, czyli tzw. służby specjalne nazywane grupą zero. Za ich oddaną służbę i poświęcenie wielką wdzięczność wyraził kierownik pielgrzymki, nie obyło się bez osobistego akcentu bo i za „naprawę swoich nóg” dziękował ks. Tomasz dziękował bratu Dawidowi ratownikowi medycznemu.
Na rzecz pielgrzymki w ten sposób działa kilkadziesiąt osób. Niektórzy pełnią swoją służbę od lat, inni podejmują ją jednorazowo. Te najbardziej liczne to służba porządkowa, zaopatrzenia, medyczna, informacji, transportu, nagłośnienia, kuchnia pielgrzymkowa. Zielonym umundurowaniem wyróżniają się służby mundurowe którymi po raz kolejny kierował Karol Żyromski. Już trzecie pokolenie podejmuje służbę w tej pielgrzymkowej formacji.
Paweł Kołcz z dumą nosi zielony mundur. Na pielgrzymce się zadomowił. Już ich nie liczy, ponad 30 ich było zapewnia. Po raz pierwszy wzięła go na pielgrzymkę mama, gdy miał dwa latka. Jest przekonany, że to Matce Bożej zawdzięcza to, że nie utracił wzroku. - Matka Boska prawdopodobnie uratowała mi wzrok. Bo miałem go stracić, tak mówili lekarze, mama poszła ze mną na pielgrzymkę. Lekarz się zdziwił jak to się stało, tak mi mama opowiadał – wspomina pątnik.
Mówi o wielkiej odpowiedzialności i profesjonalizmie porządkowych. - Bo bezpieczeństwo w tych czasach jest coraz trudniej utrzymać z tego względu, że jest coraz więcej samochodów i ludzie są troszkę bardziej nerwowi. Musimy też potrafić tak psychologicznie podchodzić do pielgrzymów, bo tu i zmęczenie wchodzi w rachubę – ujawnia kulisy służby. I zdradza, że służy na posterunku o kryptonimie „3-3-2”. - To jest auto patrolowe, które wszędzie musi dotrzeć przed pielgrzymami. Zabezpiecza przejście pielgrzymów – wyjaśnia.
S, Weronika, albertynka z grupy Zero, służby pielgrzymkowe służyła w zaopatrzeniu, żeby „pielgrzymi mieli co jeść”. Zdradza, że powodzeniem cieszyły się pizzerki, no i woda oraz kawa.
- Bardzo trudne były pierwsze dni, bo temperatura była znacznie powyżej 30 stopni i było to trudne dla naszych pielgrzymów. Razem z służbami porządkowymi wydłużaliśmy postoje i razem daliśmy radę, przetrwaliśmy ten trudny okres – mówi z kolei ratownik medyczny Dawid Rutkiewicz.
Biskupie wsparcie też było
W tym roku ze służbami szedł bp Maciej Małyga. Wspierał ich katechezą i modlitwą. To jego piąta pielgrzymka z Wrocławia.
- To „cisi bohaterowie”, których praca jest niewidoczna dla ogółu, ale niezbędna do tego, by pielgrzymka mogła iść naprzód – mówił bp Małyga. Przyznał, że miał okazję zobaczyć jak pielgrzymka wygląda od strony zaplecza. Z uznaniem podkreślał, że skala zaangażowania służb jest ogromna i bez nich pielgrzymka nie mogła by się odbyć. Bp Małyga odniósł się też do doświadczenie drogi, podkreślił, że wyruszenie na pielgrzymkę jest łaską, jest też doświadczeniem, w którym bardziej docenia się zwyczajne rzeczy, takie jak posiłki czy relacje międzyludzkie.
Na pielgrzymkowej drodze początek nowej…
- Wiedziałem, że pielgrzymka to wielka i ważna część życia Helenki, więc oświadczyłem się u celu naszej drogi z nadzieją na wspólną - życiową – mówi Bartek a Helenka ze wzruszeniem prezentuje zaręczynowy pierścionek. Bartek zrobił niespodziankę dziewczynie, jak z dumą zaznacza, teraz już narzeczonej tuz przed wejściem na Błonia Jasnogórskie. Pragnął, by te ostatni kroki skierowali do matki Bożej już jako narzeczeni. No i cieszy się, że do samego końca to była dla Helenki niespodzianka. Dla niego to 5 pielgrzymka, dla Helenki 12. - Myślę, że to był najlepszy moment w moim życiu, póki co. I na pewno jest nowa intencja do omodlenia – wyznała z kolei Helenka. Przyznają, że kochają pielgrzymki przede wszystkim za możliwość rozwoju, pogłębienia wiary. Helenka pielgrzymuje ze swoją rodziną, jak mówi, to też okazja by miło i dobrze spędzić wspólny czas, to wspólne rozmowy, integracja i poznawanie innych ludzi.
Odnowa serca
- Idziemy do Domu Matki. To piękny czas odnowy wiary, odnowy serca – mówi bp Jacek Kiciński, który już od ponad 30 lat chodzi w pielgrzymkach na Jasną Górę.
Wśród grup, co charakterystyczne dla Pielgrzymki Wrocławskiej były m.in. maryjna, pokutna czy największa młodzieżowo-rodzinna. Grupa Lectio Divina modląca się w drodze Pismem świętym to jedna z najmłodszych wrocławskich grup. Jak przekonuje pątniczka Barbara (po raz szósty na pielgrzymce), wybrała grupę biblijna ze względu na ciszę, rodzinną atmosferę i możliwość pogłębienia miłości do słowa Bożego.
Pomysłodawcą i wieloletnim przewodnikiem Pielgrzymki Wrocławskiej był charyzmatyczny duchowny, duszpasterz ośrodka akademickiego "Wawrzyny" we Wrocławiu i kapelan „Solidarności” ks. Stanisław Orzechowski nazywany przez pielgrzymów „Orzechem”. Przyciągał na rekolekcje w drodze tysiące osób. Dziś jedna z grup nosi jego imię.
Mirosława Szymusik, Anna Przewoźnik