
Do trzech razy sztuka? Nie! - z wielką nadzieją zapewniają zgodnie uczestnicy III Pielgrzymki Rowerowej Diecezji Siedleckiej. Przyjechało 128 rowerzystów, to więcej niż rok temu. Siedleccy pielgrzymi pokonali aż 350 km w skwarze i wśród burz. – Kiedy górka to jedzie się w duchu pokutnym, kiedy łatwiej, wzbudzamy intencję dziękczynną, ale były i etapy „pod wezwaniem błagalnym” – opowiadali. A wspólna intencją była modlitwa o powołania kapłańskie i zakonne w diecezji.
„Plan jest taki, żeby co roku przyjeżdżać”
Dziesięciu śmiałków z Łukowa pokonało całą trasę w 12 godzin, wyjechali o 3 nad ranem, by po południu dołączyć do całej siedleckiej grupy na uroczysty wjazd na Jasną Górę. Paweł Lucht ze Stowarzyszenia „Rowerowy Łuków” przyznaje, że choć dotarli na czas, to gdyby nie burze i deszcz, byliby jeszcze wcześniej. - Przede wszystkim łączymy swoją pasję z wiarą, jedziemy też z ludźmi, z którymi wyznajemy wspólne wartości i po prostu dobrze się czujemy – wyjaśnił rowerzysta z Łukowa.
9-letni Piotrek z Dęblina przyjechał tatą. To jego trzecia pielgrzymka. – Od początku tej pielgrzymki jeździmy. Piotruś miał wtedy 7 lat, wtedy jeszcze jechał na takiej elastycznej gumie. W tym roku jedzie już trzeci raz i już samodzielnie. Dojechaliśmy bez żadnych problemów, bez żadnych przygód. Jesteśmy szczęśliwi. A pielgrzymka na Jasną Górę jest po to, żeby podziękować Maryi za wszystkie łaski dla naszej rodziny i dodatkowo jeszcze pogłębiać relacje ojca z synem – opowiadał tata Piotrusia Przemysław Baryła. Zapytany, czy do trzech razy sztuka, z nadzieją przyznał, że „plan jest taki, żeby co roku przyjeżdżać”.
Pielgrzymkowy rower „wkręca”…
Podobnie jak Piotrek, również 13-letni Filip Gawarski z Chodowa, przyznał, że największym wyzwaniem były górki. – Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek pojadę, ale udało się – cieszył się chłopiec. Mama Filipa pani Ewelina z pielgrzymka siedlecką przyjechała po raz drugi, oprócz męża, który był też z nią rok temu, teraz zabrała syna i teścia. - Jak to się mówi, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. I nie ma jak u Mamy – podkreśliła rowerzystka. Twierdzi, że Jasna Góra to dla niej miejsce wyjątkowe, gdzie „można się zresetować, zostawić wszystkie troski, wszystkie życiowe bagaże, wszystko co zbiera się w ciągu roku i zostać napełnionym łaską i pokojem; i przez jakiś czas lecieć jak na skrzydłach”. Po raz pierwszy przyjechała tu jako dziecko z babcią. - Miałam chyba 6 lat. Pamiętam taką lekkość i spokój jaki tutaj panuje, i to mnie zachwyciło – wspominała pani Ewelina.
Także Damian Janowski z Siedlec powtórzył rowerowo-duchową przygodę sprzed roku. Też zapewniał, że ma nadzieję kontynuować rowerowe pielgrzymowanie, bo go „wkęciło”. Z ks. Bogumiłem już odbył niejedną rowerową wyprawę. - Podróżowaliśmy w różnych kierunkach, natomiast tutaj, na Jasną Górę, powraca się najchętniej, bo inne kierunki to były tak na raz – przyznał pielgrzym. Na co dzień jest nauczycielem matematyki i jak zapewnia, pielgrzymując kilometrów nie liczy, ale liczy na umocnienie w wierze. – Świat czy różne codzienne sytuacje niekoniecznie nas przybliżają do wiary. Gdzieś czasami zapominamy nawet o jej praktykowaniu. Także pielgrzymka to budowanie wiary i relacji z drugim człowiekiem – wyjaśnia sens swojego pielgrzymowania.
O tym, że pielgrzymka była czasem modlitwy o nowe powołania kapłańskie zakonne, misyjne, ale także do małżeństwa, macierzyństwa i ojcostwa mówił ks. ks. Bogumiła Lempkowskiego, główny przewodnik.
„ludzie chcą tak pielgrzymować”
- Możemy powiedzieć, że dzisiaj współczesny świat i może nawet nasze ojczyzna przeżywa kryzys powołania do rodziny. Modliliśmy się w intencji pokoju, o mądrość, wzajemny szacunek, szacunek dla wartości, krzyża, dla Ewangelii, dla Pana Boga. Mamy do czynienia z brakiem poszanowania wartości chrześcijańskich w chrześcijańskim kraju, wartości katolickich w katolickim kraju. Przepraszamy Boga za wszelkie profanacje i różnego rodzaju przykre sytuacje, które dzieją się w naszym kraju, umiłowanym szczególnie przez Jezusa Chrystusa Miłosiernego – powiedział kapłan.
Na jasnogórskich Błoniach rowerzystów powitał biskup pomocniczy diec. siedleckiej Grzegorz Suchodolski. Wyraził radość, że wierni tak chętnie wzięli udział w pielgrzymce diecezjalnej, zorganizowanej po raz trzeci, oprócz szeregu małych pielgrzymek parafialnych. Przypomniał, że ta pielgrzymka to inicjatywa wiernych. Wielu chciało odbyć taką pielgrzymkę, ale nie mieli księdza, nie mieli logistyki, nie wiedzieli jak ją zorganizować. Przychodzili z pytaniami o pielgrzymkę do kurii i ordynariusz diecezji bp Kazimierz Gurda, poprosił o jej zorganizowanie ks. Bogumiła Lempkowskiego, jest wielkim miłośnikiem „dwóch kółek”. Ks. Bogumił ma za sobą dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów, między innymi samotną rowerową pielgrzymkę dookoła Polski w intencji Ojczyzny czy wyprawę na oddalony o 2705 kilometrów Nordkapp - Przylądek Północny w Norwegii.
Zdaniem bp. Suchodolskiego to pewien trend pielgrzymowania; wiele osób, nie mogąc z powodu braku czasu wyruszyć na dwutygodniową pielgrzymkę pieszą, szuka form alternatywnych, i jest nią pielgrzymka rowerową.
Pielgrzymi siedleccy pokonywali w ciągu dnia maksymalnie 75 km z prędkością około 17 km/h. Planowane etapy nie przekraczały 15-20 km.
Głównemu przewodnikowi ks. Lempkowskiemu towarzyszyli ks. Mariusz Telaczyński – ojciec duchowny pielgrzymki oraz ks. Wojciech Stefaniuk – proboszcz parafii w Krześlinie. Pątników przed wyjazdem - 14 lipca - pożegnał prezydent Siedlec Tomasz Hapunowicz.
Jutro, w niedzielę 19 lipca pielgrzymi uczestniczyć będą w Mszy św. w Kaplicy Matki Bożej pod przewodnictwem bp. Grzegorza Suchodolskiego.
A wczesnym niedzielnym popołudniem dotrze największa rowerowa pielgrzymka diecezjalna – tarnowska, w niej ponad 1,2 tys. osób.
W pielgrzymkach rowerowych oprócz grup diecezjalnych, przyjeżdżają rodziny, parafie, przedstawiciele powiatów. I tak do zakończenia letniego sezonu, czyli do połowy września.
Mirosława Szymusik