
35. Piesza Pielgrzymka Diecezji Bielsko-Żywieckiej już na Jasnej Górze. Do 2000. pątników dołączyła setka rowerzystów. Są też Węgrzy i Estończycy. Choć pojawiły się bariery językowe, to pielgrzymi zapewniają, że powszechnym językiem jest "język miłości", który łączy ich jako Kościół!
Ks. Damian Koryciński, organizator pielgrzymki, zapewniał, że Jasna Góra i oblicze Matki Bożej to cel, który łączy wszystkich pielgrzymów. – Wszyscy jesteśmy Chrystusowym Kościołem, a to, że mówimy w różnych językach nie oznacza, że nie jesteśmy braćmi i siostrami – powiedział. Dodał też, że miłość jest uniwersalnym językiem, a czas spędzony na pątniczym szlaku zbliża pielgrzymów do siebie tworząc Kościół.
Pielgrzymka jednoczy, a czasem pomaga nawet znaleźć swoją „drugą połowę”. Stało się tak w grupie Węgrów; w zeszłym roku dwoje młodych ludzi zaręczyło się na szlaku pątniczym. Dziś przybyli na Jasną Górę jako małżeństwo, wierząc w to, że trud jaki ofiarowują pielgrzymując będzie wzmacniał ich związek.
Wielu pielgrzymów ubranych było, jeśli nie w pełen strój regionalny, to chociaż w jakiś jego element. Ks. Marcin Pomper z Bielska-Białej zagrzewając pątników do śpiewu, podkreślił, że przychodzą podkreślać „beskidzką góralską tradycję, prostotę i pobożność, a także troskę o rodzinę”.
Stanisław z Podbeskidzia na błonia wkroczył w stroju góralskim. Zaznaczył, że to nie rodzaj demonstracji, ale duma z jego korzeni. – Moja babcia i dziadkowie to górale i ja też jestem góralem – powiedział.
Pątnikom diecezji bielsko-żywieckiej towarzyszyło hasło: „Powołani by iść, posłani by głosić”. Urszula z Bulowic, która pielgrzymuje od najmłodszych lat słowa hasła pojmuje jako dawanie świadectwa w drodze poprzez radość i niesienie pomocy innym. Ze wzruszeniem w głosie opowiadała o tym, że w tym roku miała nie iść w pielgrzymce, ale jednak się udało. Katarzyna z Oświęcimia do Maryi przybyła 14. raz. Na drodze „towarzyszył” jej św., Maksymilian Kolbe. Było to dla niej umocnieniem. Sama nie odczuwała wzmożonych trudności związanych z marszem, ale starała się wpierać tych, którzy mieli doznali kontuzji. Hasło pielgrzymkowe rozumie jako niesienie pomocy tym, którzy są wkoło; na pątniczym szlaku to także ci borykający się w bąblami i otarciami.
Kontuzjowani mogli także liczyć na pomoc Maltańskiej Służby Medycznej, której wolontariusze czuwali nad medycznym bezpieczeństwem pątników. Piotr Bosplich, komendant oddziału Andrychów zauważył, że ich maksyma: „obrona wiary i pomoc potrzebującym” wpisuje się w ducha pielgrzymkowego. – Możemy przyklęknąć przy zmęczonym pielgrzymie, przy jego stopach i pomóc mu, by mógł iść dalej i zanieść swoje intencje – powiedział.
Z pątnikami na Jasną Górę wjechali także rowerzyści. Jerzy Brożyna do Matki Bożej dotarł po raz 16. Część jego pielgrzymek odbywała się na pieszo, a część na rowerze. Dla niego to wyznawanie wiary w sposób otwarty. W chwilach zmęczenia i załamania, zarówno na drodze jak i w życiu, siłę czerpie z zaufania Bogu i modlitwy.
Maria Kopacka-Fornal



